dr hab. Grzegorz P. Bąbiak, prof. UW

historyk kultury, edytor, bibliofil

RSS 2.0

„Marta – święta czy kurtyzana?”

Ci, którzy uczęszczają na moje zajęcia, z pewnością wiedzą, jakim wielkim uczuciem darzę twórczość mojej ulubionej autorki Elizy O. Z tego względu nie odmówię sobie przyjemności otwarcia cyklu fragmentami jednej z rozpraw poświęconej jej wiekopomnemu dziełu, czyli historii Marty. Już po podtytule należało się spodziewać, że będzie to niezapomniana interpretacja…

Wstęp rozwiewał ostatnie wątpliwości autorytatywnym stwierdzeniem: „Jeszcze do XIX w. miejsce kobiety było w domu. Uosabiała ona poświęcenie, zaparcie, niekiedy samo estetyczne piękno”. Koncepcja na pozór słuszna, jednak biorąc pod uwagę drugi z wyznaczników z gastrologicznego punktu widzenia, sugeruje on jakże konkretne miejsce kobiety w domu i, o zgrozo, nie jest to kuchnia! Jednak czy wówczas mówić można o estetycznym pięknie…?

W dalszych paragrafach pracy autor przekonuje o zmianach w postrzeganiu kobiety, jakie dokonały się w kolejnych dziesięcioleciach. „Pozytywizm pozwolił kobiecie rozwinąć skrzydła, znalazła ona miejsce w takich działach pracy jak: nauczycielstwo, rzemiosło, artyzm czy literatura”. Aż strach zapytać, jakie to być musiały skrzydła, aby pozwoliły na taki lot i lądowanie w wymienionych działach…

Na koniec zdanie, które mimo iż odnosi się do dzieła literackiego sprzed ponad stulecia, wydaje się ponadczasowe: „Jej biografia [Marty – przyp GB] posiada rangę bliską świętości nie dlatego tylko, że bohaterka padła ofiarą niedomagań systemu społecznego, ale przede wszystkim dlatego, że podjęła się stawić mu czoła. Bez zaplecza doświadczalnego, próbowała się wcielić w konkretne kobiece role społeczne”. Nie wiem, jakim stanem swych czół i zapleczem doświadczalnym dysponują współczesne kobiety, które padają ofiarami podobnych niedomagań systemu. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, bo w miejscu czół, musiałyby one mieć chyba stalowe przyłbice…

Czytając podsumowanie byłem w stadium bliskim męczeństwa (lecz niestety nie osiągnąłem rangi świętości), nie tylko dlatego, że musiałem w pocie czoła zmagać się z niedomaganiami powyższych wywodów, ale przede wszystkim dlatego, że nie wychodząc z danej mi roli dydaktyka musiałem znaleźć w nich sens, nie zwątpiwszy w ludzki intelekt.

Niebawem dalszy ciąg nastąpi…


Dyżury w 2017 r.

Dyżur dyrekcyjny:
poniedziałki - 13.00-14.30;
czwartki -13.15-14.30 (pokój 7a)
Dyżur dydaktyczny:
środy - 13.15-14.45 (sala 51)