dr hab. Grzegorz P. Bąbiak, prof. UW

historyk kultury, edytor, bibliofil

RSS 2.0

„Ludzie osobni” polskiej kultury.
Korespondencja Lorentowicza i Przesmyckiego

Ludzie osobni

Pokolenie Przesmyckiego i Lorentowicza było pokoleniem straconym, pokoleniem wielkich zapomnianych. Nie byli żołnierzami, nie stali się męczennikami, nie przystąpili już do żadnego z powstań. W patriotyczno-narodowej optyce stali się zbędni, dla PRL-u zaś niewygodni. Jeśli po odpowiednich retuszach dało się stworzyć Żeromskiego bez jego antykomunizmu z 1920 r., a w dorobku innych wydobyć antyklerykalizm (Zegadłowicz), bądź ubolewanie nad losem proletariatu miast i wsi (Konopnicka, Prus), to często w przypadku modernistów, spychano ich do przedpiekla, jak pisał Jan Zygmunt Jakubowski, „literatury doby zgniłego kapitalizmu”.

Tragizm tego pokolenia polega również na tym, że zacieranie się pamięci o nich jest równoznaczne z wymazaniem ich dorobku, unicestwieniem ich działalności. Działalności, którą podjęli w czasach niewoli, kiedy narażali się zarówno zaborcy, jak i rodakom oraz już w niepodległej Polsce, kiedy starli się nadal służyć swoim doświadczeniem i talentem. Wojna niemal w całości zatarła fizyczny ślad ich obecności, czego synonimem mogą być popioły ich bibliotek i rękopisów.

Pokolenie Przesmyckiego i Lorentowicza było bodaj jednym z najtragiczniejszych na przestrzeni XIX i XX wieku. W przeciwieństwie do poprzedników dożyli wolnej Polski, jednak euforia i akces do odbudowy zagłuszało często rozczarowanie, któremu tak celnie dał wyraz inny przedstawiciel tej generacji, Stefan Żeromski na kartach Przedwiośnia. Nowa Polska nie otoczyła ich opieką, która odpowiadałaby ich zasługom dla narodowej kultury. Młodsi wstępowali na służbę dyplomatyczną obejmując attachaty kulturalne w europejskich stolicach: Paryżu czy Kopenhadze (Lechoń, Iwaszkiewicz), oni nadal, jak pół wieku wcześniej, dorabiać musieli pisaniem teatralnych recenzji z numeru na numer, czy popularnych powieści nie mając jakiegokolwiek zabezpieczenia. Powołana przez państwo Polska Akademia Literatury dawała nieśmiertelny wawrzyn ale nie emerytalny deputat, odkładając to na lepsze czasy.

I tak jak dane im było cieszyć się z odzyskanej niepodległości, tak nie oszczędzona została im tragedia ponownej utraty ojczyzny. Mimo determinizmu tradycji, młodzi mieli wybór co do swoich dalszych losów. Akces Kolumbów do kolejnego powstania był świadomym wyborem, niekiedy nawet z przeczuciem tragicznego końca (Baczyński). Starym pozostało tylko bierne poddanie się toczącym wypadkom i niejednokrotnie śmierć pod gruzami.


Dyżury w 2017 r.

Dyżur dyrekcyjny:
poniedziałki - 13.00-14.30;
czwartki -13.15-14.30 (pokój 7a)
Dyżur dydaktyczny:
środy - 13.15-14.45 (sala 51)