dr hab. Grzegorz P. Bąbiak, prof. UW

historyk kultury, edytor, bibliofil

RSS 2.0

Wieczór promocyjny zbioru listów „Na rogu Stalina i Trzech Krzyży”.

W dniu 5 II o godz. 18.00 w Muzeum Literatury wieczór promocyjny zbioru listów „Na rogu Stalina i Trzech Krzyży”. Listy do Jerzego Borejszy, wydane przez Czytelnik. W spotkaniu i dyskusji udział wzięli: ambasador Daniel Passent, prof. Andrzej Zieniewicz, dr Marek Radziwon.

Relacja na stronie Muzeum Literatury.
Opis książki.

Wanda i zioło

Drugim „wybitnym” dziełem Stefana Komornickiego był poemat, jaki napisał on z okazji 50. rocznicy powstania styczniowego w 1913 r. Nosił on tytuł „Za Wisłę! Za Wisłę!” z dopiskiem „Sztuka narodowa w 7 obrazach, osnuta na tle 1863 roku”. Albo konkurencja nie była zbyt silna, albo konkurs nie stał na zbyt wysokim poziomie, ponieważ ta śpiewogra otrzymała pierwszą nagrodę. Prawdopodobnie z tego powodu, jako jedyne dzieło Komornickiego, znalazło ono innego niż sam autor wydawcę, którym w tym wypadku był Związek Chórów i Teatrów Włościańskich we Lwowie…

Osnową „dramatu” jest szykowanie się chłopów do powstania styczniowego. Problem polega na tym, że akurat ta grupa w Królestwie w rzeczywistości robiła coś przeciwnego! Dostawszy ziemię od cara, chłopi polscy byli obojętni, jeśli nie wrodzy wobec tego zrywu. Tym bardziej w Galicji niewiele ją to obchodziło. Stąd utwór był nie tylko „narodowy” ale i fantastyczny – jak „Gwiezdne wojny”. A jak miał być narodowy to z przytupem i całą szafą symboli. Dlatego też jeśli w tytule była Wisła, to nie mogło zabraknąć Wandy, jako najważniejszej pływaczki tego akwenu. Nie dziwi zatem, że już z początku musi się ona zjawić wśród miejscowej ludności:


O!… Na wodzie coś się rusza…
Coś się kłębi… coś się gnie…
Pewnie jakaś martwa dusza
Z topieli się podnieść chce.
Z wód obłoczy ją wypuśćcie
Janiołowie… Wstań-że! Wstań!
W perkalowej, by mak chuście,
I w koralach, kieby rań.


I „z fal wiślanych podnosi się Wanda w szkarłatach”. Dlaczego autor tej córce króla Kraka kazał na siebie włożyć „czerwone korale” i strój krakowski jak z Cepelii. Ani wcześniej, ani później w takiej kreacji już nie występowała preferując raczej powiewne giezłeczko i uwiędły wianeczek… I przede wszystkim skąd się ona wzięła we wodzie, skoro cały czas leży pod kopczykiem w Krakowie…?

Dalej zaś w bezpośrednim zwrocie do Wandy jest niemniej zastanawiający fragment:


Ty! Co leżysz w naszej ziemi,
W piosnkach żyjesz, kwiaty zbierasz,
Orzesz z ludźmi, płaczesz z niemi
I jak one, nie umierasz […]
Panieneczko, twa mogiła,
Tak jak nasza, wiecznie prosi.
O! Wyproś-że po bożemu
Jakieś ziele z czarnoksięstwa,
Żeby tu urzekło złemu,
Żeby dało w garść zwycięstwa.


Jak Wanda zbiera kwiatki od spodu, nie wiem – może kiedyś spróbuję? I jak nie umiera – jak się utopiła? Chyba, że wszystko przez to „ziele z czarnoksięstwa”, dzięki któremu zapewniony jest taki odlot. I to właśnie może być największe odkrycie poety, czyli bez zielska murowana klęska. Zatem teraz wszystko jasne dlaczego uczestnicy wszelkich marszów wyglądają jak oczadziali…

Z rodziną na święta…

Czas świąt to sielskie spotkania z rodziną przy suto zastawionym stole, rozmowy z ciocią Franią i wujciem Hipciem na żywo interesujące Cię tematy i moc prezentów, które zawsze chciałeś dostać… Rzeczywistość okazuje się jednak – jak zwykle – inna. Ciocia z wujem pytają Cię zawsze o jedno i to samo, o czym nie chcesz rozmawiać, wszyscy ubolewają nad ojczyzną i twoim „zabidzeniem” oraz chwalą
wypieki pani domu, w większości kupione w osiedlowym sklepie… A z prezentami będziesz zastanawiał się co zrobić przez pół roku…
Ponad sześćdziesiąt cztery lata temu na łamach satyrycznego czasopisma „Szpilki” ukazał się cenny artykuł Władysława Smulskiego pt. „Jak urządzać przyjęcia” (nr 51-52, s. 10-11), którego obszerne fragmenty mogą przydać się przed świąteczno-noworocznym maratonem przyjęć z rodziną.
Oto kilka rad zawartych w tym tekście:

Przede wszystkim więc, jeśli już masz zaprosić gości, musisz najpierw się zastanowić kogo zaprosić. Nie zapraszaj znanych pijaków i żarłoków, ani ludzi sławnych z bezczelności i tupetu, ale spokojnych, dobrze wychowanych i abstynentów. Także takich, o których wiesz, że są chorzy na katar żołądka, wątrobę czy nerki, lub z innych powodów jeść i pić im nie wolno. Dobrawszy taki zespół ludzi musisz się zastanowić, jak im jedzenie obrzydzić. Wiadomo, że o ile obecność ludzi pięknych i wykwintnych podnosi apetyt, o tyle brzydkich – wprost przeciwnie. Wystarczy ci zaprosić ze dwie śliniące się staruszki, jedną ciągle odpluwającą, jednego skręconego przez ischias, jednego z krostami i dwóch garbusów, aby gościom obrzydzić jedzenie. […] Poza tym musisz odwrócić ich uwagę całym szeregiem pomysłowych tricków i wstrząsów nerwowych, które załączam poniżej.
1. Sposoby obrzydzania. […] Zaproś znanego grafomana i w czasie jedzenie poproś go o odczytanie swoich wierszy. Na pewno obrzydzi gościom apetyt. To środek niezawodny.
2. Metody odwracania uwagi. […] Kilka osób znanych z kłótliwości o różnych poglądach politycznych rozpoczyna kłótnię, która dochodzi prawie do awantury. Niektórzy obrażają się i wychodzą. Tylko wtedy nie dawaj wódki, by się nie skończyło zdemolowaniem mieszkania. Opowiadasz jakieś ciekawe wydarzenia, najlepiej o charakterze przykrym, tylko nic wzruszającego. Wzruszenie zaostrza apetyt. […] „Namówiony gość” udaje atak sercowy. Jeszcze lepiej padaczkę, lub chorobę św. Wita. Skutek niezawodny. Nagle oświadczasz gościom, że był ktoś w przedpokoju. Zdaje się, złodziej ukradł jakieś palto. Naturalnie wszyscy rzucają się by sprawdzić. To przerywa beztroski nastrój i psuje apetyt. Metody te jednak nigdy nie wywierają zbyt wielkiego skutku. Należy je traktować jako podrzędne.
3. Metody techniczne. Służąca wnosi wielki półmisek z rybą. Nagle upuszcza go. Półmisek tłucze się, ryba nie do jedzenia. Wyszczerbiony półmisek można kupić na targu za grosze. Zresztą porcelana jest tania jak dorsz. Może to nawet być drób lub pieczeń. Nie stłucze się. Podniesiesz z podłogi i zjesz nazajutrz z żoną i dziećmi.
4. Metoda wystraszania. […] Do jednego z kotletów wkładasz haczyk na ryby. Gość krając znajduje haczyk.
5. Metody przerywania to metody jednak niezawodne. Wymagają jednak zdecydowania, silnych nerwów o zdolności aktorskich. Sposób z milicją. Umawiasz się na ulicy z dwoma milicjantami, którzy przychodzą w czasie przyjęcia, aresztują cię i zabierają ze sobą. Przerażeni goście wymykają się szybko. […] Umawiasz się z przyjacielem, że będzie umizgał się do twojej żony. W czasie uczty robisz jej scenę zazdrości, wyciągasz rewolwer, strzelasz. Goście uciekają. Możesz się również umówić z przyjacielem, że będzie po pijanemu strzelać z rewolweru. Skutek ten sam. […]
Stosując moje metody osiągniesz w krótkim czasie, że nikt do ciebie nie przyjdzie. Możesz być pewny. Pamiętaj tylko, abyś wystrzegał się i nie chodził na przyjęcia do swoich znajomych, którzy również będą je stosować.


Życzę powodzenia i udanej świąteczno-noworocznej praktyki.


„Śmiesznoty”

O jesiennej chandrze i zimowej szarudze choć na chwilę zapomina się przy czytaniu wierszy takich jak te poniżej. Ich autorem jest całkiem zapomniany już dziś satyryk, poeta i fraszkopisarz Jan Sztaudynger (1904-1970). W Łodzi, na pamiątkowej tablicy, odsłoniętej na domu, w którym mieszkał napisano: „uczył piękna i radości życia”. I faktycznie od jego fraszek bije niespotykany już dziś inteligentny humor, erudycja i optymizm. Sławę i rozgłos przyniósł mu tomik „Piórka”, wydany w 1954 r., choć debiutował jeszcze przed wojną (w 1925 r.) Prezentowane fraszki pochodzą z innego zbioru wydanego dwa lata przed śmiercią pt. „Śmiesznoty” (1968). Warto je przypomnieć po 46 latach:


Pamiętaj
Nawet święty
Lubi prezenty,
Nawet święta
Lubi komplementa
Narodziny fraszek
Przyfruwają dowcipy skrzydlate
A umierają brodate

Na naszych bliźnich
Rozejrzyj się
Wokoło:
Zoo!



Większość z nich była jednak o wiele bardziej frywolna:


Masa upadłości
Ta pani słynie z tego…
Że upadać gotowa aż do upadłego


Nitka i labirynty
Rwie się wątła nitka cnoty
W labiryntach ochoty


Rzekła lilia
Rzekła lilia do motyla:
– Nikt nie patrzy, niech pan zapyla!!!

Czy wreszcie ta najsłynniejsza:


Apel
Myjcie się dziewczyny,
Nie znacie dnia, ani godziny!


W niektórych mimo ascetycznej formy zadziwia trafność przemyśleń, stawiając je obok „Myśli nieuczesanych” Stanisława Jerzego Leca.

Oto kilka z nich, które nie straciły na swojej aktualności:


Degrengolada prawd
Nim zblakły komunały
Prawdą ożywczą bywały
Twórcza siła mogił
Niejedna mogiła
Żywych zapłodniła
Oklaski
Ktoś tam klaszcze pod borem
To dewotka – jęzorem


czy na koniec ta z gorzką prawdą:


Mądry głupiemu ustępuje.
Dlatego też ten świat tak wygląda.


Dzyżury w 2017 r.

Dyżur dyrekcyjny:
poniedziałki - 13.00-14.30;
czwartki -13.15-14.30 (pokój 7a)
Dyżur dydaktyczny:
środy - 13.15-14.45 (sala 51)